Biegłam przed siebie przez ciemny las, błagając Boga by to wszystko okazało się tylko jakimś nieporozumieniem. Łzy spływały mi po policzkach rozmazując tusz po całej twarzy. Czułam się okropnie. W jednej sekundzie dobrze znany mi świat stał się ciemny i ponury. Nie miałam już swojego miejsca na ziemi...
Gdy dobiegłam na miejsce, wybuchnęłam gorzkim płaczem. Wszędzie roiło się od glin, a na środku leżał on...
Nieruchomo leżał na trawie z lekko otwartymi ustami.
Był Martwy
-Tak mi przykro. - usłyszałam za sobą jakiś cichy męski głos
Zignorowałam go i uklęknęłam przy zdrętwiałym ciele mojego brata.
A jednak to prawda, Paul nie żyje...
Klęczałam przy nim dłuższą chwilę, aż w końcu dźwignęłam się na nogi i ruszyłam w stronę domu.
Mijając most, doznałam myśli samobójczych.
Ruszyłam w jego kierunku.
Wspięłam się na szczyt muru i już miałam skoczyć, gdy poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii.
- Nie rób tego! - usłyszałam ochrypnięty głos mężczyzny.
Nie wiem dlaczego, ale posłuchałam go i pozwoliłam zdjąć się z miejsca, z którego miałam zamiar skoczyć.
Było ciemno, więc nie widziałam twarzy mojego wybawcy. Ba! Lekko w ogóle widziałam zarys jego postaci.
- Kiedyś mi za to podziękujesz.- powiedział, po czym szybko się ulotnił.
Nie wiedziałam kim był, ale coś mi mówiło, że jeszcze się spotkamy...
.
.
.
.
Prolog moim zdaniem trochę dziwny, bo pisany na "spontana", ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Dosyć krótki, ale cóż... Tak wyszło :) Jeśli to przeczytałeś, proszę zostaw po sobie jakiś ślad, np. jakąś szczerą krytykę. Z góry dziękuję :)
@Jorgistas_2
jako największa fanka oczywiście będę czytać :D zapowiada się ciekawie *.* @PandaRulezzz
OdpowiedzUsuń