Autobus był tak zatłoczony, że musiałam stać na miejscu przeznaczonym dla Pań z wózkiem.
Kierowca włączył silne ogrzewanie, w wyniku czego moje ciało szybko się "rozmroziło" Przede mną była jeszcze długa podróż, więc szybkim ruchem włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam słuchać "Someone like you". Nie zważałam uwagi na to czy się czegoś trzymam czy nie. Kolejny dzień z mojego życia najchętniej wyrzuciła do śmietnika, jak zgniecioną kartkę z nieudanym rysunkiem czy piosenką, więc wszystko było mi obojętne. Był to jednak mój kolejny błąd, ponieważ autobus raptownie zahamował, a ja wpadłam w objęcia jakiegoś przystojniaka. Jak zwykle miałam szczęście w nieszczęściu, bo gdyby nie on, za chwilę transportowaliby mnie do szpitala.
- Miałem szczęście, że Cię złapałem - uśmiechnął się zawadiacko.
- Dziękuję - wybełkotałam, jakby nie było mnie stać na coś lepszego.
- Jestem Harry - rzekł ochrypłym głosem - A ty ślicznotko?
- Jjj jestem Lily - wypowiedziałam, jąkając się przy tym jak dziecko.
Byłam w błędzie, że złapał mnie przystojniak, bo żeby określić Harrego jako "przystojniak" to zdecydowanie za mało.
-Mogę na chwilę Twój telefon?
-Jasne-odparłam bez namysłu i sięgnęłam po niego, do kieszeni.
Harry wziął go i szybkim ruchem /zapewne/ wysłał do siebie smsa , ponieważ po całej powierzchni pojazdu rozległ się głośny, a zarazem krótki dźwięk powiadomienia. Oddał mi telefon, po czym się ze mną pożegnał i wysiadł z autobusu.
Przez dalszą drogę myślałam tylko o nim. O wysokim szatynie o pięknych lokach i zielonych oczach, jakby nie z tej ziemi. Ewidentnie spodobał mi się.
***
Ledwo weszłam do domu, gdy usłyszałam dźwięk wydobywający się z mojej kieszeni.
Sięgnęłam po telefon i odtworzyłam wiadomość.
(Następnym razem postaram się wstawić normalne screeny wiadomości)
Nieznany
Pójdziemy jutro do KFC? Przyjadę po Ciebie o 17:OO
Harry x
Moje zadowolenie po otworzeniu wiadomości nie trwało długo, ponieważ szybko zdałam sobie sprawę, ze Harry nie wie gdzie mieszkam i pewnie zrobił sobie jakiś głupi żart. Lecz były to myśli jak dziwne zaklęcie, ponieważ w tej samej chwili dostałam kolejnego smsa.
Harry
Spokojnie, wiem gdzie mieszkasz. Wyjrzyj za okno.
I wtedy zobaczyłam Harrego przy jego czarnym BMV. Mrugnął do mnie, po czym wsiadł do samochodu i odjechał...
.
.
..
.
.
.
.
.
.
.
Więc koniec rozdziału 2. :)
Miałam ogromne problemy z klawiatura, ale przeżyłam. (Stąd ten brak polskich liter, w niektórych słowach, litera "y" zamiast "z" i inne dziwaczne błędy, których nie wychwyciłam dziś rano) Liczę na wasza krytykę. I mam nadzieje że się podoba.
Postaram się by następny rozdział był dłuższy
"But if I know you, I know what you'll do You'll love me at once The way you did once upon a dream"
piątek, 31 stycznia 2014
Rozdział 1.
Stałam jak wryta przy tablicy, gdy Pan Doktor powtórzył pytanie:
- Pani Heldwey, czy powinno się tu wstawić "a" czy "b" by wykres był całkowity? - powiedział, stukając jakimś kijem w tablicę - Ma Pani ostatnią szansę.
Cholera, wyleją mnie kiedyś, Przecież ja nic nie umiem.
Więc? - rzekł zniecierpliwiony Pan Doktor- Czas upływa.
Dobra, słyszałam, że jak się czegoś nie wie lepiej wybrać odpowiedź "b", Boże błagam by to była prawda, bo pożegnam się ze studiami.
Myślę- zaczęłam niepewnie- Myślę, że aby wykres był pełen powinniśmy wstawić "b".
- Znowu nie uważałaś! - wykrzyknął -Czy to tak trudno skupić się na półtorej godziny?
Nastała kilkuminutowa cisza. To było tak niesprawiedliwe. To mnie zawsze o coś pytał, jakbym była sama na sali. Nie pamiętam, by kiedykolwiek zapytał kogoś innego. Niesprawiedliwy człowiek.
- I co ja mam z Tobą zrobić? - kontynuował - Jeśli to znów się powtórzy nie ukończysz tych studiów, zapewniam Cię!
Krzyczał tak jeszcze dziesięć minut, a ja najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, po sali poniósł się chichot innych studentów. Ich śmiech był jak podkład muzyczny do krzyków doktora, ale nie była to muzyka przyjemna dla mych uszu...
***
Stałam na przystanku i marzłam.
Co chwilę myślałam, że autobus, który nadjeżdża, to właśnie ten, do którego mam wsiąść. Niestety, ku moich rozczarowań żaden nie był dziewiętnastką.
Po jakimś czasie coraz bardziej zaczęłam odczuwać chłód. Stopniowo przestawałam czuć moje ręcę i nogi, następnie kolejne części ciała. Było coraz gorzej. Wiatr potargał moje włosy, więc byłam zmuszona założyć czapkę, choć nie wiem czy to tylko nie pogorszyło sprawy.
Gdy już przestawałam czuć całe moje ciało, a na opuszkach palcy zaczął ukazywać się lód, na przystanku pojawiło się moje zbawienie. Autobus z numerem dziewiętnaście...
.
.
.
.
.
.
.
Wiem, że rozdział krótki i nudny, ale musiałam od czegoś zacząć. Jeżeli się wyrobię, jeszcze dziś opublikuję drugi. Liczę na komentarze pozytywne i te niekoniecznie dobre :) To bardzo motywuje.
Jeśli chcesz być informowanym o rozdziale napisz do mnie na twitterze: @Jorgistas_2
- Pani Heldwey, czy powinno się tu wstawić "a" czy "b" by wykres był całkowity? - powiedział, stukając jakimś kijem w tablicę - Ma Pani ostatnią szansę.
Cholera, wyleją mnie kiedyś, Przecież ja nic nie umiem.
Więc? - rzekł zniecierpliwiony Pan Doktor- Czas upływa.
Dobra, słyszałam, że jak się czegoś nie wie lepiej wybrać odpowiedź "b", Boże błagam by to była prawda, bo pożegnam się ze studiami.
Myślę- zaczęłam niepewnie- Myślę, że aby wykres był pełen powinniśmy wstawić "b".
- Znowu nie uważałaś! - wykrzyknął -Czy to tak trudno skupić się na półtorej godziny?
Nastała kilkuminutowa cisza. To było tak niesprawiedliwe. To mnie zawsze o coś pytał, jakbym była sama na sali. Nie pamiętam, by kiedykolwiek zapytał kogoś innego. Niesprawiedliwy człowiek.
- I co ja mam z Tobą zrobić? - kontynuował - Jeśli to znów się powtórzy nie ukończysz tych studiów, zapewniam Cię!
Krzyczał tak jeszcze dziesięć minut, a ja najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, po sali poniósł się chichot innych studentów. Ich śmiech był jak podkład muzyczny do krzyków doktora, ale nie była to muzyka przyjemna dla mych uszu...
***
Stałam na przystanku i marzłam.
Co chwilę myślałam, że autobus, który nadjeżdża, to właśnie ten, do którego mam wsiąść. Niestety, ku moich rozczarowań żaden nie był dziewiętnastką.
Po jakimś czasie coraz bardziej zaczęłam odczuwać chłód. Stopniowo przestawałam czuć moje ręcę i nogi, następnie kolejne części ciała. Było coraz gorzej. Wiatr potargał moje włosy, więc byłam zmuszona założyć czapkę, choć nie wiem czy to tylko nie pogorszyło sprawy.
Gdy już przestawałam czuć całe moje ciało, a na opuszkach palcy zaczął ukazywać się lód, na przystanku pojawiło się moje zbawienie. Autobus z numerem dziewiętnaście...
.
.
.
.
.
.
.
Wiem, że rozdział krótki i nudny, ale musiałam od czegoś zacząć. Jeżeli się wyrobię, jeszcze dziś opublikuję drugi. Liczę na komentarze pozytywne i te niekoniecznie dobre :) To bardzo motywuje.
Jeśli chcesz być informowanym o rozdziale napisz do mnie na twitterze: @Jorgistas_2
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)